Aug 31, 2014

MORROCANS - street style photography from my trip to Morocco part #1

Czego zaniechałam w Paryżu, nie mogłam sobie odpuścić w Maroko. Mowa oczywiście o dokumentacji street fashion, chociaż określenie to w odniesieniu do państw afrykańskich może brzmieć nieco groteskowo. Te zdjęcia to nie tylko moda, a raczej dużo więcej niż ona sama. Tym razem, nie jest ona najważniejsza. Pierwsze skrzypce gra tu odmienność kulturowa krajów muzułmańskich. To zwykłe pamiątki z podróży, które jednak pokazują dużo więcej niż jedynie piękne widoki. Można na nich dostrzec jedne z najciekawszych dla niemuzułmanów aspektów kultury arabskiej i życia w krajach islamu. Myślę, że nie tylko według mnie są nimi właśnie pozycje kobiety i mężczyzny w społeczeństwie, wzajemne relacje obojga płci, rola, jaką w życiu codziennym odgrywa religia czy to, ile się (nie)zmieniło przez dziesiątki lat. Kultura państw Afryki Północnej i Środkowego Wschodu jest dla mnie czymś niezwykle intrygującym. Samego stosunku do niej nie jestem w stanie dokładnie określić. Fascynacja innością miesza się u mnie z obrzydzeniem, bulwersacją, chęcią buntu. Chociaż bardzo lubię odwiedzać te regiony, to już mój piąty raz w państwie, w którym ponad 90% ludności stanowią muzułmanie, to trudno mi przejść na porządek dzienny z tamtejszymi realiami. Jako kobietę, osobę nowoczesną, człowieka o liberalnych pod względem aspektów społecznych poglądach, sytuacja w państwach arabskich musi mnie nie tylko dziwić, ale też drażnić. Kilka przykładów? W Arabii Saudyjskiej kobietom nadal nie wolno prowadzić samochodu, co więcej w zeszłym roku saudyjski szejk publicznie stwierdził, że kierowanie pojazdem negatywnie wpływa na jajniki, a co za tym idzie, może powodować problemy z rodzeniem dzieci! Na północy kraju, sąd skazał jedenastu mężczyzn i trzy kobiety na kary więzienia i chłosty za to, że razem urządzili imprezę. W Pakistanie, Iranie czy Sudanie gejom grozi kara śmierci, a lesbijkom chłosta. W samym Maroku, państwie świeckim, za zapalenie papierosa w czasie ramadanu grozi kara pozbawienia wolności nawet na trzy lata. Z drugiej jednak strony wiem, że to kultura zupełnie inna. Nie można porównywać europejskich realiów do tych, które panują w państwach, w których religia, i to islam, zajmuje tak ważne miejsce. Ponadto, żyjące tam kobiety często nie znają innego życia, w tym wypadku nie żałują więc, że nie urodziły się w innej części świata. Nierzadko same są bardzo religijne i do noszenia chustki nie zmuszają ich mężowie, szwagierki czy teściowe, a one same. Z innej strony, mamy XXI wiek, nowe pokolenia są coraz bardziej postępowe, a młode kobiety częściej niż ich matki i babcie pragną przeciwstawić się niesprawiedliwościom społecznym. Wystarczy wspomnieć choćby o Turczynkach, które reagują zbiornie na każde co dziwniejsze wystąpienie wicepremiera. Ostatnio portale społecznościowe zaroiły się od zdjęć uśmiechniętych od ucha do ucha obywatelek Turcji, działających na przekór Bulentowi Arincowi, który stwierdził, że kobiety nie powinny śmiać się publicznie. Mieszkanki Arabii Saudyjskiej już w 1990 roku próbowały zbuntować się przeciw zakazowi zasiadania za kierownicą. Niestety realia życia w tej monarchii despotycznej są jakie są i akcja zakończyła się niepowodzeniem.
Piszę o tym wszystkim, bo na moich zdjęciach widać między innymi właśnie sytuację kobiet w Maroku. Mimo, że jest państwem świeckim i dużo mniej ortodoksyjnym niż Arabia Saudyjska czy Irak, kobiety muszą zakładać nie tylko chustki. Praktycznie co chwilę widziałam na ulicy panie pokryte czernią od stóp do głów, w czterdziestostopniowym upale chodzące w skarpetkach czy rękawiczkach. Niemało było też takich, które oprócz obowiązkowego hidżabu, miały na sobie burki afgańskie albo nikaby. Kobiet bez zakrytych włosów widziałam na ulicach Rabatu, Marrakeszu czy Casablanki bardzo mało. Zdjęcia pokazują też, że być może Coca-Colę kupić można na każdym stoisku, a samo Maroko staje się magnesem dla zagranicznych inwestorów, ale to państwo nadal bardzo tradycyjne. Mimo, że nieźle się rozwija, mężczyźni bardzo przywiązani są do swojej kultury i obyczajów, nie tylko jeśli chodzi o ich żony i córki, ale także względem samych siebie. Panów w ,,sukienkach'' można zobaczyć tam tak często, jak tych w spodniach. W zależności od regionu, taki widok jest nawet spotykany częściej! Te ,,sukienki'' to tak naprawdę dżelaby, inaczej galabiye. Nazwy te określają szatę wierzchnią zakładaną zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety. Na poniższych zdjęciach zobaczycie niejednego pana w takim stroju, a ja, wierzcie lub nie, widziałam ich duuużooo więcej. Te damskie często wykończone są złotymi haftami, te męskie często zdobią pionowe pasy. Sama uległam pokusie i kupiłam jedną galabiję.

CLICK TO SEE MORE PHOTOS!

Aug 27, 2014

FASHION IN BERBERS' WORLD

Des Arts Decoratifs w Paryżu czy Wiktorii i Alberta w Londynie są nieporównywalne, ale rzadko które muzeum zaskoczyło mnie tak, jak Muzeum Berberyjskie w Maroko. Maleńkie, zaledwie czteropokojowe muzeum kultury i sztuki berberyjskiej usytuowane jest w słynnym Jardin Majorelle. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych zabytków Marakeszu to także największa gratka dla fanów mody w całym Maroko. Oglądaliście ,,Yves Saint Laurent'', ostatni film o słynnym projektancie? Część scen produkcji Jalila Lesperta mogła być kręcona właśnie  w Ogrodach Majorelle'a! W 1980 roku posiadłość zaprojektowaną i zamieszkiwaną przez francuskiego artystę Jacquesa Majorelle'a odkupili wspomniany projektant i jego partner Pierre Bergé. Wcześniej popadła ona w ruinę i nowi nabywcy odnowili zarówno rezydencję, jak i ogród. Muzeum Berberyjskie powstało na terenie posiadłości znacznie później, już po śmierci YSL. W 2011 roku założył je Bergé, który swoją decyzję wyjaśnił potem następująco: ,,Decyzja powołania do życia tego muzeum w  Marrakeszu, krainie Berberów, w Ogrodzie Majorelle, stworzonym przez artystę, który namalował wiele scen z Berberami w roli głównej (...), wydaje się całkowicie oczywista.''.
Muzeum Berberyjskie niesamowicie mnie urzekło. Choć niewielkie, zachwyciło mnie niemalże tak, jak te z najznamienitszych muzeów świata, które miałam okazję odwiedzić. Wpłynął na to z pewnością fakt, że znalezienia w Ogrodach Jacquesa Majorelle'a muzeum, a tym bardziej takiego przepełnionego strojami czy biżuterią, zupełnie się nie spodziewałam. Nie przypuszczałabym też, że cztery niewielkie sale mogą pomieścić tyle (ponad 600) obiektów. Na uwagę zasługuje też niebywała jak na marokańskie warunki pomysłowość wyrażająca się w wystroju wnętrza. W środku można było poczuć się jak ludzie Atlasu, i ci mieszkający tam setki lat temu, i ci żyjący tam dzisiaj, bo w gruncie rzeczy niewiele się tam zmieniło. Trzy sale wyłożone zostały drewnianą podłogą i boazerią wykończoną na wzór marokańskich umocnień (kazb) czy typowych arabskich budynków mieszkalnych. Pomieszczenie poświęcone biżuterii pozostawia na odwiedzających niesamowite wrażenia oglądania ugwieżdżonego nieba. Za przeszklonymi gablotami widać półkolistą ścianę pokrytą lustrami i czarnym materiałem ozdobionym mnóstwem srebrzystych punkcików. Nie ma co się dziwić efektowi, jaki wywołuje muzeum. Prace nadzorował w końcu Pierre Bergé, życiowy kompan nie tylko wielkiego kreatora mody, ale także scenografa teatralnego!
Chociaż najstarsze eksponaty pochodzą z XVIII, a najnowsze z lat 60. ubiegłego wieku, większość z nich wygląda niemalże tak samo, jak te używane przez Berberów współcześnie. Po przejściu z sali z krótkim wprowadzeniem do następnego pomieszczenia, oczom zwiedzających ukazują się przedmioty codziennego użytku. W drewnie, skórzane, z metalu czy gliny ukazują różnorodność efektów tradycyjnej pracy ludzkich rąk. Oprócz narzędzi czy zastawy, w gablotach wystawiono także przedmioty używane przy rozmaitych obrzędach. Następna część Musée Berbère to pokój poświęcony biżuterii - ogromnym naszyjnikom, specyficznym ozdobom głowy albo bogato zdobionym naramiennikom. Wszystkie zostały wykonane ze srebra, jednak przy użyciu trzech technik odpowiadającym różnym regionom. W przypadku kolii, srebro było łączone także z innymi materiałami: koralem, bursztynem czy amazonitem. Ostatnia część wystawy to rozmaite zdobnictwo, ale przede wszystkim kostiumy. Manekiny prezentują stroje złożone z ogromnej ilości warstw i elementów. Określenie ,,na cebulkę'' to w tym wypadku duże niedopowiedzenie. Inny region to inna grupa Berberów, a to z kolei oznacza inny ubiór. Ludzie Riffu wyglądali więc inaczej niż ci z Atlasu, a ci z Anty-Atlasu inaczej niż ci z Atlasu Wysokiego. Tę różnorodność Muzeum Berberyjskie pokazuje doskonale, tym bardziej, że w tak małej ilości.

CLICK TO SEE MORE PHOTOS AND THE VIDEO! 

Aug 24, 2014

PARISIAN VIEWS #4

Jak większość z Was wie z blogowego fanpejdża, zeszły tydzień spędziłam w Paryżu. Miałam przyjemność być w tym mieście po raz drugi w swoim dziewiętnastoletnim (już! wczoraj miałam urodziny) życiu, więc nie byłam zmuszona do odwiedzenia wszystkich miejsc, które w stolicy Francji trzeba zobaczyć. Do wielu z nich jednak wróciłam, bo trudno nie zatęsknić za Wieżą Eiffela czy podziwianiem jej leżąc na Polach Marsowych. Z kolei, uwielbiane przez zdecydowaną większość turystów Musée d'Orsay mogłam sobie odpuścić. Nie widzę nic pięknego w l'impressionisme, dlatego byłam szczęśliwa, że zaliczyłam je już dwa lata temu, podczas mojego ostatniego wypadu do Paryża. Tym razem miałam więc dużo czasu na robienie tego, na co tylko miałam ochotę, od chillowania w parkach jak prawdziwi Paryżanie, do oglądania wystaw poświęconych modzie ( o których już niedługo przeczytacie na Fashion from Art).
W ostatniej części mojej fotorelacji z Paryża, pokażę Wam, co zdecydowałam się założyć podczas trzeciego i czwartego dnia w stolicy mody. Zobaczycie przede wszystkim La Défense, biznesową dzielnicę Paryża, ponieważ spędziłam w niej prawie cały dzień. Ponadto La Grande Arche de La Défense, czyli nowy Łuk Triumfalny, a także ten oryginalny, czyli Arc de Triomphe de l'Etoile, a oprócz tego Avenue des Champs-Élysées.

 .... 


As most of you know from the facebook fanpage, last week I spent in the stuning city of Paris. I had a pleasure to be there for the second time, therefore, I didn't have to visit all of the must-see places. To many of them, however, I came back, because it's impossible not to miss the Eiffel Tower or contemplating it from the Champ de Mars. On contrast, Musée d'Orsay loved by almost every tourist was missed. I see nothing beautiful in l'impressionisme so I was happy that it was checked off two years ago during my previous visit in Paris. This time, I had a lot of time to do whatever I wanted, from chilling in parks just like Parisians do to watching exhibitions about fashion (about which you'll read on Fashion from Art soon).
In the last part of my photo relation from Paris, I'll show you what I chose to wear during seventh day of my stay in the capital of fashion. You'll see mainly La Défense, Parisian bussiness district, because I spent there almost whole day. Above and beyond: La Grande Arche de La Défense - the new Trumphal Arch, as well as the original one - Arc de Triomphe de l'Étoile and Avenue des Champs-Élysées.
 
READ MORE:

Aug 21, 2014

LES ANNEES 50, PALAIS GALLIERA

Czwartego dnia mojego pobytu w stolicy Francji wybrałam się na jedną z wystaw, które przyrzekłam sobie zobaczyć. Zachwycił mnie już sam Palais Galliera. Przepiękny budynek znajdujący się tuż przy Palais Tokyo sam w sobie jest wart zobaczenia. Otaczający go ogródek z bajecznymi klombami i pięknymi fontannami wygląda niczym miniatura Ogrodu Luksemburskiego. Les années 50 otwiera ściana zapełniona rozbudowanym słowem wstępu i okładkami kultowego magazynu Paris Match. To eksponaty niezwykle cenne, prawie tak bardzo, jak znajdujące się tuż obok suknie, buty czy nakrycia głowy. Zebrane na wystawie numery zostały wydane ponad pół wieku, w latach 1950-58. Paris Match, mimo, że nie poświęcony modzie, a życiu codziennemu, wyraźnie kreowało trendy i pozwalało wybić się słynnym dziś gigantom jak Christian Dior czy Jacques Fath. W jednym z wyeksponowanych w gablotach numerów opublikowano na przykład zdjęcia triumfującego po pokazie swojej pierwszej kolekcji Yves Saint Laurenta.
Wystawa w Palais Galliera to bogactwo rozmaitych sylwetek, niemal wszystkich, które modne były w latach 1950-1960. A było ich oczywiście wiele, bo ile projektantów, tyle pomysłów na kobietę. Zgromadzone kreacje wyszły z atelier artystów, którzy dziś zajmują najważniejsze miejsca w świecie mody, a w tamtym okresie dosłownie rządzili paryskim haute couture. Dior, Schiaparelli, Balmain, Cardin, Chanel, Hermès, Lanvin, Givenchy, Fath, Grès...to nadal nie wszyscy projektanci, których dzieła zostały wystawione na
Les années 50.
Na paryskiej wystawie nie zabrakło oczywiście projektów z kolekcji, która po hasłach: moda, lata 50, haute couture, Paryż większości z nas przychodzi na myśl jako pierwsza. To oczywiście New Look Christiana Diora. Sama obecność elementów kolekcji, w tym znanego z kultowego zdjęcia Bar Jacket, twórcom wystawy nie wystarczyła. Na Les années 50 wyeksponowano także podobne do projektów słynnego Francuza kostiumy Jacuesa Fatha czy jego równie znanego imiennika o nazwisku Heim. W specjalnej gablocie wystawione zostały strony artykułu na temat skrajnych emocji, jakie wzbudziła na paryskich ulicach pewna modelka ubrana w suknię New Look. Biedna trensetterka została obrzucona nie tylko pełnymi wzgardy spojrzeniami i wyzwiskami gospodyń domowych, ale również...pomidorami.
Ciekawych dokumentacji wydarzeń, które zmieniały świat mody jest na wystawie zdecydowanie więcej. Inna witryna poświęcona została Cristóbalowi Balenciadze. Znalazł się w niej artykuł z Paris Match zatytułowany ,,Odkryty po raz pierwszy - niewidzialny w świecie mody'', a obok zeszyty z zapiskami domu mody o ilości, przeznaczeniu czy dacie fabrykacji modeli. Kolejna gablota, która najbardziej zapadła mi w pamięci dokumentuje z kolei pierwszy pokaz kolekcji jesień-zima Diora. Oprócz fotografii sylwetek, znalazły się także zdjęcia gości czy dekoracji. W innej części wystawy na ścianach zawieszono oprawione w ramy wykroje czy wystawiono księgi z kolorami danych domów mody na najbliższy sezon.
Les années 50 to także kilkanaście intrygujących filmów krótkometrażowych. Na jednym z nich widać jak wyglądały modne w połowie XX wieku stroje kąpielowe, na innym pokaz kolekcji Jacquesa Fatha. Pewni filmowcy zajrzeli na przykład z kamerą do atelier Pierre'a Balmain i nakręcili zabawny filmik, na którym pewna dziewczyna wkrada się do pracowni, w której projektant nadzoruje przymiarki z modelkami.
Wysokie krawiectwo to nie tylko sukienki czy płaszcze, ale także buty, torebki, bielizna czy nakrycia głowy i to wszystko także zostało zebrane w paryskim muzeum. Do najcenniejszych perełek z pewnością należą: torebka projektu Gabrielle Chanel, która z pewnością była prototypem kultowej 2.55, ponieważ wygląda niemal tak samo, jak najsłynniejsza it bag świata; wachlarz z logo domu mody Balmain; minikopertówka w kształcie muszli czy bogato zdobione czółenka projektu krawca-artysty Rogera Vivier dla domu mody Dior. Na osobny aplauz zasługują nakrycia głowy - toczki, opaski i kapelusze ozdobione piórami, woalkami czy nawet zajęczymi uszami. W jednej z gablot zostały wystawione pończochy trzech różnych projektantów: Diora, Balenciagi i Huberta de Givenchy. Wszystkie granatowe, wszystkie zwieńczone ozdobnym logo domu mody aż proszą się o porównanie.
Les années 50 w Palais Galliera? Bez cienia wątpliwości godna uwagi i warta polecenia. Ostatnio widziałam tanie bilety na lotnisko Paris Beauvais. Kupcie je koniecznie, bo ta wystawa jest tego warta. Macie czas do 2 listopada.

english version below
 READ MORE:

Aug 18, 2014

PARISIAN VIEWS #3

Jak większość z Was wie z blogowego fanpejdża, zeszły tydzień spędziłam w Paryżu. Miałam przyjemność być w tym mieście po raz drugi w swoim dziewiętnastoletnim (już! wczoraj miałam urodziny) życiu, więc nie byłam zmuszona do odwiedzenia wszystkich miejsc, które w stolicy Francji trzeba zobaczyć. Do wielu z nich jednak wróciłam, bo trudno nie zatęsknić za Wieżą Eiffela czy podziwianiem jej leżąc na Polach Marsowych. Z kolei, uwielbiane przez zdecydowaną większość turystów Musée d'Orsay mogłam sobie odpuścić. Nie widzę nic pięknego w l'impressionisme, dlatego byłam szczęśliwa, że zaliczyłam je już dwa lata temu, podczas mojego ostatniego wypadu do Paryża. Tym razem miałam więc dużo czasu na robienie tego, na co tylko miałam ochotę, od chillowania w parkach jak prawdziwi Paryżanie, do oglądania wystaw poświęconych modzie ( o których już niedługo przeczytacie na Fashion from Art).
W trzeciej części mojej fotorelacji z Paryża, pokażę Wam, co zdecydowałam się założyć w piąty i szósty dzień mojego pobytu w stolicy mody. Zobaczycie le Tour Eiffel, muzeum Palais Galliera, słynną księgarnię Shakespeare & Company, Pola Marsowe, Notre-Dame, kościół Saint-Germain, Ladurée - najbardziej luksusową cukiernię w Paryżu, le Pont des Arts, mniejszą wersję Wieży Eiffela, bulwary nad Sekwaną i parę innych... 

.... 

As most of you know from the facebook fanpage, last week I spent in the stuning city of Paris. I had a pleasure to be there for the second time, therefore, I didn't have to visit all of the must-see places. To many of them, however, I came back, because it's impossible not to miss the Eiffel Tower or contemplating it from the Champ de Mars. On contrast, Musée d'Orsay loved by almost every tourist was missed. I see nothing beautiful in l'impressionisme so I was happy that it was checked off two years ago during my previous visit in Paris. This time, I had a lot of time to do whatever I wanted, from chilling in parks just like Parisians do to watching exhibitions about fashion (about which you'll read on Fashion from Art soon).
In third part of my photo relation from Paris, I'll show you what I chose to wear during my fifth and sixth day in the capital of fashion. You'll see le Tour Eiffel, Palais Galliera museum, the famous bookstore Shakespeare & Company, Champs de Mars,  Notre-Dame, the Saint Germain Church, Ladurée - the most luxurious bakery in Paris, le Pont des Arts, mini Eiffel Tower, boulevards near the Seine and some more...

READ MORE:

Aug 14, 2014

LAUREN BACALL: THE MEMOIR OF A HOLLYWOOD ICON

Dwa dni temu zmarła Lauren Bacall ikona kina i gwiazda złotej ery Hollywood. Jak najlepiej uhonorować aktorkę? Niewątpliwie przypominając filmy z jej udziałem, a tych Bacall zostawiła po sobie niemało. Obrazy z tą artystką w roli głównej to kapitalne  aktorstwo, zarówno jej samej, jak i duetu Bacall-Bogart. To przede wszystkim klasyki kina, pełne nie ckliwych historii miłosnych i zagubionych kobiet, a dreszczyku, emocji i niepokoju. Dla nas to także stylowe powroty do przeszłości, wzruszenia na widok uczuć rozkwitających między bohaterami zupełnie przypadkiem i nostalgiczne westchnienia.  
Rok 1944 był dla Lauren Bacall przełomowy - w październiku odbyła się światowa premiera ,,Mieć i nie mieć'', pierwszego filmu z jej udziałem. Akcja obrazu Howarda Hawksa, który powstał na podstawie powieści Ernesta Hemingwaya, rozgrywa się na okupowanej przez Niemców Martynice. Głównym bohaterem jest Amerykanin Harry Morgan, który przybywa na wyspę, by pomóc francuskim bojownikom ruchu oporu. Bacall zagrała Marie Browning, intrygującą kobietę, która wprowadza przybysza w tajniki sztuki konspiracyjnej. To właśnie na planie tej produkcji artystka poznała Humphreya Bogarta i zawróciła mu w głowie. Kochany przez kobiety na całym świecie aktor został jej mężem i choć po dwunastu latach ich małżeństwo się rozpadło, Bacall pozostała podobno miłością jego życia. Kiedy się poznali, aktor był żonaty, więc nikogo nie zdziwi chyba fakt, że wieści o ich romansie bardzo zainteresowały opinię publiczną. Skutkiem tego było rozwinięcie roli Marie, która początkowo wcale nie miała być aż tak istotna. 
Drugi wspólny film duetu Bacall-Bogart to ,,Wielki sen'', znowu w reżyserii Howarda Hawksa. Jego premiera odbyła się w 1946 roku, czyli już rok po ślubie słynnej aktorskiej pary. Tym razem jednak, jedynie Bogart zagrał jedną z najważniejszych ról. Wcielił się w postać Philipa Marlowe'a, prywatnego detektywa, który został wynajęty, by chronić córkę pewnego bogacza. Niepostrzeżenie, sam staje się ofiarą zagadkowej i niezwykle skomplikowanej intrygi. Obraz jest adaptacją pierwszej powieści uznanego amerykańskiego pisarza crime fiction, Raymonda Chandlera. 
Po roku małżeństwo znów mogło oglądać w kinie wspólnie nakręcony film. ,,Mroczne przejście'' w reżyserii Delmera Davesa to produkcja będąca klasykiem gatunku noir. Opowiada o Vincencie Parry'm, mężczyźnie niesłusznie oskarżonym o zamordowanie żony. Po skazaniu, ucieka z więzienia, by odnaleźć prawdziwego zabójcę. Na drodze zatrzymuje go tajemnicza Irene Jansen, która wie o nim zaskakująco dużo, choć on sam w ogóle jej nie zna.
Kolejny film, który ukradli Bacall i Bogart, a zarazem kolejny klasyk filmu noir to ,,Key Largo'' z 1948 roku. Akcja produkcji wyreżyserowanej przez Johna Hustona rozgrywa się na Florydzie, w oczekiwaniu na przyjście huraganu. I tego dosłownego, i symbolicznego. 
Ulubiona para złotej ery Hollywood spotyka się na planie w rolach Franka McClouda i Nory Temple. On przybywa do tytułowego Key Largo, by złożyć hold poległemu podczas II Wojny  Światowej przyjacielowi. Ona pomaga prowadzić hotel, w którym on się zatrzymuje. Wszystkie filmy z Lauren Bacall pełne są zachwycających stylizacji, ale to właśnie espadryle, które aktorka nosi w ,,Key Largo'' przeszły do historii mody. 
Amerykańska aktorka nie zawahała się także przyjąć roli w komedii romantycznej. Razem z Marilyn Monroe oraz Betty Grable zagrała w słynnej produkcji ,,Jak poślubić milionera''. W filmie Jeana Negulesco została jedną z trzech modelek poszukujących kandydatów na mężów, oczywiście milionerów. Chociaż to typowe hollywoodzkie romansidło, Bacall pozostaje sobą i wyraźnie różni się od ekranowych koleżanek. Ciekawostka? W pewnym momencie bohaterka Bacall, Schatze Page, zdradza, że szaleje na punkcie Charliego Allnuta, postać z filmu ,,Afrykańska królowa''. Aktorem, który go zagrał był...Humphrey Bogart! 
W filmie ,,Żona modna'' Vincente Minnelli'ego aktorka pojawiła się u boku innego hollywoodzkiego amanta, Gregory'ego Pecka. Zagrali dwoje zupełnie różnych od siebie ludzi, którzy pod wpływem namiętnego uczucia rychło się pobierają. Odmienność upodobań, charakterów i priorytetów daje o sobie znać równie szybko i okazuje się, że życie małżeńskie Marilli i Mike'a wcale nie jest takie, jak sobie to wyobrażali.

english version below


READ MORE:

Aug 1, 2014

PARISIAN VIEWS #2

Jak większość z Was wie z blogowego fanpejdża, zeszły tydzień spędziłam w Paryżu. Miałam przyjemność być w tym mieście po raz drugi w swoim dziewiętnastoletnim (już! wczoraj miałam urodziny) życiu, więc nie byłam zmuszona do odwiedzenia wszystkich miejsc, które w stolicy Francji trzeba zobaczyć. Do wielu z nich jednak wróciłam, bo trudno nie zatęsknić za Wieżą Eiffela czy podziwianiem jej leżąc na Polach Marsowych. Z kolei, uwielbiane przez zdecydowaną większość turystów Musée d'Orsay mogłam sobie odpuścić. Nie widzę nic pięknego w l'impressionisme, dlatego byłam szczęśliwa, że zaliczyłam je już dwa lata temu, podczas mojego ostatniego wypadu do Paryża. Tym razem miałam więc dużo czasu na robienie tego, na co tylko miałam ochotę, od chillowania w parkach jak prawdziwi Paryżanie, do oglądania wystaw poświęconych modzie ( o których już niedługo przeczytacie na Fashion from Art).
W drugiej części mojej fotorelacji z Paryża, pokażę Wam, co zdecydowałam się założyć podczas trzeciego i czwartego dnia w stolicy mody. Zobaczycie le Tour St-Jacques, jeden z najpiękniejszych ogrodów Paryża - Ogród Luksemburski oraz Pałac Luksemburski, Luwr, Sekwanę, kawałek Centre Pompidou, Wielki Meczet Paryski, jedno z najbardziej niesamowitych wejść do metra w Paryżu, Instytut Francuski, le Pont des Arts, muzeum les Arts Decoratifs, Les Deux Plateaux inaczej zawane Kolumnami Burena, le Jardin de Tuileries i parę innych... 
.... 

As most of you know from the facebook fanpage, last week I spent in the stuning city of Paris. I had a pleasure to be there for the second time, therefore, I didn't have to visit all of the must-see places. To many of them, however, I came back, because it's impossible not to miss the Eiffel Tower or contemplating it from the Champ de Mars. On contrast, Musée d'Orsay loved by almost every tourist was missed. I see nothing beautiful in l'impressionisme so I was happy that it was checked off two years ago during my previous visit in Paris. This time, I had a lot of time to do whatever I wanted, from chilling in parks just like Parisians do to watching exhibitions about fashion (about which you'll read on Fashion from Art soon).
In second part of my photo relation from Paris, I'll show you what I chose to wear during third and forth day of my stay in the capital of fashion. You'll see St-Jacques Tower, one of Paris' most beautiful gardens - Jardin du Luxembourg and Palais du Luxembourg, the Louvre, la Seine, a part of Centre Georges Pompidou, le Grand Mosque de Paris, one of most stunning metro entrances in Paris, Institut de France, le Pont des Arts, Les Arts Decoratifs museum, Les Deux Plateaux a.k.a. Les Colonnes de Buren, Tuileries Garden and some more...
 
READ MORE: