Oct 4, 2015

SUBIEKTYWNIE O JUBILEUSZU ŁUKASZA JEMIOŁA I KOLEKCJI PREMIUM F/W 2015/16.


Łukasz Jemioł kojarzy Wam się basicami?* To tylko połowa sukcesu, tak jak kolekcje basic to jedynie połowa Jemioła (co zostało nawet zobrazowane na jego stronie internetowej). Drugie wcielenie jednego z najbardziej rozpoznawalnych, najbardziej cenionych i najbardziej kochanych przez gwiazdy polskich projektantów to linia premium. Ukoronowaniem 10 lat jego pracy twórczej nie mogło być nic innego, jak właśnie pokaz najnowszej kolekcji z tej drugiej, który miałam zaszczyt oglądać na żywo.

Jak w momencie pisania przeze mnie tego tekstu powiedziała w pewnym wywiadzie na żywo  Justyna Duszyńska, redaktor naczelna Fashion Post, której przysyłam uściski za zaproszenie na pokaz, Łukasz stanął na wyżynach. Całkowicie zgadzam się z tą opinią i podpisuję się pod nią obiema rękami.

Prezentacja odbyła się dwa dni temu na warszawskim Torze Wyścigów Konnych Służewiec. To już kolejny raz, kiedy Łukasz postanowił zorganizować tam swój pokaz. Nie mogło jednak być mowy o powtórce z rozrywki. Już na konferencji prasowej, projektant wspominał, że wszystko będzie na bogato i rzeczywiście, tym razem, kolekcję podziwiało się w iście jubileuszowej atmosferze. Uroczyście prezentują się już same liczby: 1200 gości, z czego 250 w samym front row, 100 metrów wybiegu, 70 sylwetek, 50 modelek i modeli. Na wybiegu pojawiły się rzeczywiste weteranki polskiej mody pokazowej: Kamila Szczawińska, Charlotte Tomaszewska, Renata Kaczoruk. Jedna po drugiej wyłaniały się zza ciężkiej drapowanej kurtyny w kolorze ciemnej czerwieni, a maszerowały po zbudowanym z ciemnych desek podeście w kształcie kanciastego u.  Gwiazdą pokazu okrzyknięto Emilię Nawarecką, która otworzyła i zamknęła defiladę pięknych ciał. Nastrój celebracji spotęgowała także muzyka, połączenie klasyki i nowoczesności, mix skrzypiec i rytmicznego beatu. 

instagram.com/FASHIONBARONESS
Projekty wchodzące w skład najnowszej kolekcji premium doskonale korespondowały z muzyką i wystrojem. Oglądając Project Runway, irytowałam się przy każdym to mi się podoba lub to mi się nie podoba padającym z ust Joanny, ale będąc na The Fashion Baroness pewnie chcecie przeczytać mój punkt widzenia. O tym, co można było zobaczyć na wybiegu przeczytacie na wielu polskich portalach modowych, a i tak najwięcej powiedzą Wam same zdjęcia. Może więc, zamiast powielać to, co zostało już napisane, skupię się na totalnie subiektywnej ocenie kolekcji. 

Jadąc na Służewiec pomyślałam sobie, że to będzie pokaz sezonu i tym bardziej podekscytowałam się tym, że będę oglądać go na żywo. Będąc jego częścią, przekonałam się o tym, a na następny dzień, czytając relacje w internecie, jeszcze bardziej utwierdziłam się w tym przekonaniu. Lubię wyolbrzymiać, ale  tym razem jestem usprawiedliwiona, bo takim mianem określiły jubileusz także najważniejsze polskie pisma i portale. To był pokaz sezonu, a także kolekcja sezonu. 

W niemal każdej notce na tym blogu przemycam choć słówko o tym, że z minimalizmem mi nie po drodze, a za to kocham się we wszystkim, co na bogato. Tym razem mój zachwyt kolekcją premium jesień-zima 2015/16 na pewno będzie więc wiarygodny. Bogate było wszystko, od liczby sylwetek, przez materiały, po ilość pomysłów, które musiały zrodzić się w głowie Łukasza przed rozpoczęciem kreślenia i szycia. Z drugiej strony, projektant zaskoczył spójnością, którą, im więcej sylwetek i im większa ich różnorodność, tym trudniej osiągnąć. Mi spodobał się już sam fakt zainspirowania się orientem. Co jeszcze? Ozdobne sznurki obijime z orientalnymi chwostami, przewiązane tak, by cudownie przeszkadzać w chodzeniu, wzorzyste suknie dla wielbicielek boho lub Coachelli (na jedno w sumie wychodzi, nie?) wykorzystanie aksamitu, winny kombinezon z weluru (nie tylko do oglądania seriali!), dwukolorowe futrzane kamizele o długości zdecydowanie maxi, przeskalowane futrzane kołnierze, zjawiskowe połączenie guzików i cekinów (wiedzieliście, że tak można?!), welurowe golfy, koszule i spodnie w kolorze musztardy, nieoczywiste długości spódnic i sukienek, koszula za kolana w połowie wpuszczona w spodnie (choć tu zebrane owacje Łukasz podzielić musi z Agnieszką Ścibor, która po mistrzowsku wystylizowała cały pokaz), złotawy płaszcz przyozdobiony chwostem z maksymalnie długimi frędzlami czy niejako podzielone sukienki i spódnice, których części, zostawiając dość duże, kuszące przerwy, zostały ze sobą zesznurowane.

Sylwetki kobiece przeplatały się z męskimi i tu należą się Jemiołowi kolejne brawa. I to x 3. Po pierwsze, za to, że w ogóle dodał do kolekcji premium propozycje dla panów, a zrobił to po raz pierwszy. Po drugie, za towarzyszące modelom FashionmoDELLe, czyli fajne efekty współpracy komercyjnej z firmą Dell w postaci stylowych toreb. Po trzecie, za projekty rzeczywiście wartościowe - czyt. ciekawe i odkrywcze, ale ładne i do noszenia. Ja chciałbym ubrać swojego chłopaka w koszulę z asymetrycznymi panelami materiału, płaszcz z ogromnymi kołnierzami czy satynowe spodnie w turkusie.  Ciekawostka z konfy prasowej: projektant inspirował się...sobą samym.

Pojawiło się stricte subiektywne spojrzenie na kolekcję, a teraz czas na coś o mnie i mojej obecności na jubileuszu. Postanowiłam nie kryć się za osłoną typowej fashionistki i napisać szczerze: eks ta za. To był mój drugi pokaz Łukasza Jemioła, ale pierwszy pokaz kolekcji premium. Co więcej, po raz pierwszy miałam okazję pojawić się na tak ważnej imprezie. W końcu pojedyncze prezentacje projektantów organizowane w postaci odrębnej imprezy, to wydarzenia uznawane za ważniejsze niż Fashion Weeki, a już szczególnie w polskim modowym kalendarzu. A, że Łukasz uważany jest za, najkrócej i najprościej mówiąc, jednego z najważniejszych projektantów w Polsce, jego pokazy tym bardziej zyskuje na znaczeniu. Dodając do takiego zestawienia faktów jeszcze ten, że środowa impreza odbywała się pod hasłem #ŁukaszJemioł10lat, z pokazu topowego polskiego twórcy zrobił się pokaz sezonu. 


Przyznaję, ekscytacja zaczęła się w chwili, w której dowiedziałam się, że zostałam zaproszona na pokaz i w miarę zbliżania się wielkiego dnia, rosła coraz bardziej. Czasu było dużo, a umilałam go sobie szukając kreacji, którą mogłabym założyć w ten wyjątkowy wieczór (i wyjeżdżając do Chin, ale o tym później). Ostatecznie wybrałam ją jak zwykle na ostatnia chwilę - na dwa dni przed pokazem. Mój wybór padł na model Klara polsko-duńskiej marki RabbitRabbit (tu przeczytacie mój wywiad z jej założycielką, Gizellą Mazur). Do szarej oversize'owej sukienki z ażurowej pianki dobrałam czarną geometryczną kopertówkę i etui na iPhone'a w formie minimodelu kultowej torebki Boy od Chanel.

instagram.com/FASHIONBARONESS
Czas na parę innych smaczków, o których prawdopodobnie nie mieliście jak usłyszeć. Przyznam, że nieco zdziwiła mnie choreografia pokazu. Modelki wychodziły na wybieg w nieregularnych odstępach, czasem nawet nie pojedynczo, a wręcz po dwie lub trzy. Skłonna byłabym pomyśleć, że to wina ekscytacji i emocje zaburzyły moje poczucie czasu, ale okazało się, że zauważyłam to nie tylko ja, ale i osoby, które w branży siedzą zdecydowanie dłużej niż ja. Z jednej strony, za choreografię odpowiadała niezastąpiona w Polsce, perfekcyjna Kasia Sokołowska, z drugiej, wyglądało to dość dziwnie. Ciekawe, czy było to tak niezamierzone, jak odkrycie biustu jednej z modelek, które nastąpiło niespodziewanie mniej więcej w połowie wybiegowego dystansu. Największy szał wśród fotoreporterów wywołało pojawienie się na imprezie Rozenek i Majdana, czego sama byłam świadkiem. Rozbawiły mnie prośby, a wręcz błagania fotografów, by idąc razem za ręce, niby to spontanicznie odwrócili się w stronę obiektywów. Widzieliście gdzieś takie zdjęcie? No właśnie. Nie udało się, bo raz odwracała się Perfekcyjna Pani Domu, raz piłkarz. Mniej więcej takie sytuacje urozmaicały mi ponad godzinne czekanie na pokaz na dobrze już wysiedzianym krześle. A gdzie siedziałam? W drugim rzędzie, naprzeciwko m.in. Ilony Felicjańskiej i Łukasza Jakóbiaka, tuż za Ewą Szabatin (z którą w czasie mojego dłuższego pobytu w Warszawie - pamiętacie, Magda Ogórek, wybory, kampania - przeprowadziłam wywiad, który, nie wiedzieć czemu, cały czas marnuje się na pulpicie i czeka na publikację) czy Tomaszem Tomaotomo Olejniczakiem i Lidią Kalitą. Teraz wiecie, gdzie szukać mnie na zdjęciach! Inni znani goście, których udało mi się dojrzeć, to m.in. Joanna Horodyńska, Tomasz Jacyków, Omena Mensah, Magda Gessler, Marta Dyks, Kasia Sokołowska, Joanna Klimas, Małgorzata Socha, Agnieszka Jastrzębska, Anna Wendzikowska, Barbara Belt, Jessy Mercedes Kirschner, Natalia Siwiec, Magda Steczkowska, Mikołaj Komar, Klaudia Halejcio, Magdalena Schejbal, Beata Sadowska, Kasia Zielińska, Lana Nguyen, Paulina Drażba. Dobra, o gwiazdach, które przybyły na pokaz trąbią zawsze wszystkie media, ale po prostu nie mogłam się oprzeć. Mi w czasie eventu towarzyszyła Marysia, blogerka i vlogerka, a zarazem koleżanka ze studiów. Jej poczynania w internecie śledzić możecie tu i tu.

* Ciekawe, że basic na stałe skojarzył się z nazwiskiem Jemioł, bo skromniejsza i przystępniejsza linia Łukasza powstała później niż premium. Swą premierę miała podczas Fashion Weeku w Łodzi w 2012 r., czyli długo po rozpoczęciu przez niego kariery projektanta. 


fot. Maria Bernolak, kreatywniejszy.blogspot.com

 THE OUTFIT
DRESS: Klara, RabbitRabbit | BAG: no name | iPHONE CASE: Chanel | SHOES: Kazar

3 comments:

  1. Już niedługo vlog z Warszawy na kanale! Świetny post Ela! Było cudownie :)

    ReplyDelete
  2. ale super ;)
    byłam na pokazie Jemioła dwa lata temu i nie było takiej sytuacji z modelkami.. nie wiem dlaczego teraz tak było.. ;)

    ReplyDelete

Tell me what you think. Can't wait to read your comment.