Jan 28, 2016

STUDNIÓWKOWE GRZESZKI


Dziś Facebook przypomniał mi, że dokładnie dwa lata temu bawiłam się na własnej studniówce. Z tej okazji powstał post pełen studniówkowych refleksji, od porad, jak uniknąć wyglądania na przedmaturalnej imprezie jak królowa Bollywood, przez spis bezpiecznych rozwiązań, po wspomnienia moich poszukiwań wymarzonej kreacji i tego, jak ostatecznie wyglądała.

Kiczowate wydają mi się np. suknie udekorowane cyrkoniami czy innymi ozdobami diamentopodobnymi. Nieważne czy jest ich na kreacji pięć, czy tysiąc, w większości przypadków sprawiają, że całość może wyglądać tandetnie i tanio. Jest oczywiście wiele bajecznie pięknych mieniących się sukni, ale zwykle są to te zrobione z takich materiałów, że w zasadzie projektanci musieliby natrudzić się, by zrobić z nich coś nieładnego. Wystarczy spojrzeć choćby na losowo wybraną kolekcję Zuhair Murad, domu mody wręcz słynącego z zapierających dech w piersiach sukni. Jeśli suma, którą zamierzacie przeznaczyć na studniówkową kreację jest rzędu trzydziestu tysięcy (minimum), śmiało.

Uważać radzę też na koronki. Choć kojarzą się z kobiecością i seksapilem, nie każde ubranie z nich uszyte wygląda korzystnie. To tkaniny niebezpieczne, bo to, jak wygląda efekt końcowy zależy od rozmaitych czynników, np. tego, w którym miejscu koronka została zastosowana czy z jakim innym materiałem została połączona. Oczywistą oczywistością jest też to, że  same koronki mogą być zrobione przeróżnie. Mogą być częścią transparentnego materiału lub odsłaniać gołe ciało, ich splot może być gruby lub cienki, a one same mogą być toporne, lub bardzo subtelne.  
Sukienka, którą zaraz zobaczycie, łączy dwa powyższe niebezpieczeństwa i doskonale obrazuje, co mam na myśli.


Zgrozą wydają mi się też sukienki z wielkimi ozdobami w kształcie kwiatów, z nadmierną ilością falban, o kroju beza, z bufiastymi rękawkami czy wyglądające jak propozycje na ślub - i to nie dla druhen i gości. Dla własnego dobra lepiej nie stawiać na kreacje rodem z Bollywood czy wzory popularne na typowych amerykańskich Prom Balls, na które zasadniczo składają się wszystkie wymienione wyżej grzeszki. Już zupełnie subiektywnie dorzucę też do niechlubnej paczki bardzo modne jakiś czas temu sukienki, które z przodu są krótsze, a z tyłu dłuższe. Szczególnie te, w których różnica długości jest znaczna, optycznie skracają nogi.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Michaela Bicianova (@michaela_bicianova)

Ponadto, zbyt wiele dziewczyn zapomina, że studniówka to impreza szkolna. Nie chcę zabrzmieć jak czyjaś matka, ale warto uszanować bawiących się na nię nauczycieli i, ogólnie rzecz biorąc, po prostu nie przeginać. Gdy decydujemy się na sukienkę krótką, zadbajmy, by nie była za krótka. Gdy wybieracie  dekolt do pępka, odpuśćcie mini. To takie banały, o których można zapomnieć, idąc do klubu, ale nie na imprezę z gronem pedagogicznym. Poniższy przykład to może charakterystyczne dla mnie wyolbrzymienie, ale uwierzcie, że wiele studniówkowych kreacji zakrywa niewiele więcej.


Doskonale rozumiem też, że każda dziewczyna chce na swojej studniówce wyglądać jak milion dolarów i jestem ostatnią osobą, która odradzałaby szaleństwa w zakresie tworzenia stylizacji, ale szkolna aula to też nie miejsce na debiut sukienki od Elie'ego Saaba. W takiej kreacji zepsułybyście koleżankom wieczór.


Najbezpieczniej wybrać więc suknię w miarę prostą i klasyczną. Moim zdaniem wszelkie ozdobniki - złote wstawki, srebrne lamówki, fragmenty koronki czy wycięcia - wyglądają super, ale w subtelnej ilości i formie, a także nie wszystkie na raz. Najbezpieczniejszy kolor? Jak zresztą w każdej sytuacji, będzie to czerń. Wiele szkół pozwala wejść na studniówkę tylko i wyłącznie w strojach o galowych barwach - w czerni, granacie, czy połączeniach tych kolorów z bielą. Tak było chociażby w przypadku mojego liceum. Genialnie mogą wyglądać też burgund czy butelkowa zieleń. Odważniejszym kolorem, który także wydaje mi się studniówkowym strzałem w dziesiątkę, jest czerwień. Długa suknia zwracająca uwagę nie dziwacznym krojem, golizną lub przytłaczającą ilością ozdób, a barwą materiału? #zazdro

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Carrie (@princesaporundia)
 
A oprócz tego, że czerwona, jaka jeszcze jest ta sukienka? Długa. No właśnie. Studniówka to jedna z niewielu okazji, na które śmiało można ubrać się bardzo elegancko, wieczorowo, a wręcz nieco balowo. Na przykład w suknię do samej ziemi. Oczywiście nie taką, która wyglądem przypominałaby luźniejszą propozycję na plażę czy w stylu boho, idealną na Coachellę. Mowa o takiej, w której nie chodzi się już do teatru, ba!, nawet opery, w których to coraz częściej widać dżinsy, a nie najbardziej wyjściowe elementy garderoby. O takiej, którą mało która z nas ma okazję założyć na Sylwestra, bo wśród osób młodych przeważają domówki i imprezy w klubowym klimacie. O takiej, która dobrze wygląda prawie wyłącznie w zestawieniu z wysokimi obcasami, bo płaskie sandałki jakoś tak do niej nie pasują. Taką sukienkę mamy okazję założyć naprawdę rzadko, dlatego, gdy ja zaczęłam myśleć o swojej kreacji, już na wstępie wymarzyłam sobie właśnie sukienkę do ziemi. Nie mówię, że to jedyny słuszny wybór, bo po swojej własnej studniówce wiem, że większość dziewczyn wybiera sukienki krótkie, ale uważam, że warto na nią postawić, by mieć rzadką okazję poczucia się jak na prawdziwym balu.  
A co ja założyłam na swoją studniówkę dwa lata temu? Cóż, zastosowałam się do prawie wszystkich udzielanych wyżej rad. Oprócz tej ostatniej. Choć w każdej chwili, gdy wyobrażałam sobie siebie tańczącą poloneza widziałam się w sukni do ziemi, ostatecznie postawiłam na długość midi. Wyobrażałam sobie, że zdecydowana większość koleżanek wystąpi w kreacjach maxi, więc chciałam wyróżnić się z tłumu i kupiłam taką sięgającą połowy łydki. Chcąc nie chcąc, wyszła mi stylizacja retro. Moja sukienka miała opadające na ręce cienkie rękawki, duży, trójkątny dekolt, fiszbiny modelujące talię, odcięcie w pasie i nieco rozkloszowany dół dzięki wszytemu wewnątrz tiulowi szerokości około dwudziestu centymetrów. Włosy fryzjerka ułożyła mi w fale, a na nogi założyłam proste, czarne szpilki.


Zdjęcia pod moimi poradami to jedynie przykłady, nie ilustrujące w stu procentach tego, co miałam na myśli. Jakie porady Wy byście dorzuciły? Jakie sukienki planujecie kupić albo w jakich pojawiłyście się na swoich studniówkach?

No comments:

Post a Comment

Tell me what you think. Can't wait to read your comment.